• Wpisów:157
  • Średnio co: 14 dni
  • Ostatni wpis:3 lata temu, 23:54
  • Licznik odwiedzin:5 854 / 2286 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Morderczy umysł. Oczywiście po oderwaniu od rzeczywistości. Ostatnimi czasy co prawda ciężko mi jest "unieść" się ponad doczesność jednak jeśli się to już zdarza, to naprawdę przeraża mnie to w jaki sposób jesteśmy zaprogramowani na życie. Niewielki odsetek ludzi potrafi zatrzymać się na chwilę, wziąć oddech i pomyśleć o czymś "większym". Jesteśmy niesamowicie uzależnieni i uwiązani. Nasza przyszłość zawsze jest uwarunkowana przez coś. I tu pojawia się pytanie o ludzką egzystencję. Jesteśmy kowalami swojego losu? Czy jednak fatalizm rządzi naszym życiem? Jak to z tym jest? Z góry skazani jesteśmy na śmierć i to nasze jedyne przeznaczenie. Czy jednak sami kierujemy tym kiedy i w jaki sposób umrzemy? Nie wierzę w istnienie jakiejkolwiek istoty wszechmocnej czy siły wyższej, więc to tłumaczenie mnie nie usatysfakcjonuje w żaden sposób. Jest tylko człowiek. I jego umysł. Piękny umysł. Taak, taki tam czwartek.

I appreciate.

 

 
Jest mi jakoś dziwnie. Trochę smutno, trochę strasznie. Sama nie wiem jak to opisać. Boję się tego, co przyniesie przyszłość. To, że nie mogę niczego przewidzieć napawa mnie przerażeniem. Wróciłam do Łodzi, ale nie mam ochoty tu siedzieć. Spędziłam fajny weekend, który mógłby trwać wiecznie. Od dawna nie czułam takiej radości na myśl, że mam wrócić do siebie. Boję się sprawy, reakcji moich rodziców i jej konsekwencji. Cholera, płakać mi się chce.

Powinnam się uczyć, ale jestem tak rozkojarzona i niechętna do nauki ostatnimi czasy, że aż dziwne. Mam tylko nadzieję, że to wszystko nie odbije się negatywnie na moich studiach. Bo co innego mi pozostało?

Życie z ograniczonymi środkami pieniężnymi jest okropne. Czekamy na stypendium (lub stypendia). Od 4 miesięcy nie robiłam żadnych spontanicznych zakupów. Gdyby nie ta złamana ręka nie byłoby tak krucho. No ale cóż, siedziałam bez zajęcia przez ponad 2 miesiące i to mocno odbiło się na moich funduszach. W sumie to nie mam aktualnie niemalże żadnych funduszy. Boże, co ja bym zrobiła bez rodziny B.? Co ja bym zrobiła bez B.?

"Cause you and I, we were born to die."
 

 
Jak to się stało, że zabłądziłam na tego bloga - nie mam pojęcia. Tak chyba po prostu musi być, że powracam do niego co jakiś czas. Mam wrażenie, że czasem warto "odkurzyć" pewne rzeczy i tchnąć w nie odrobinę świeżości. Cóż, jakby nie patrzeć od 3 lat wylewam tu swoje przemyślenia. Cholera, jak wiele się przez ten czas zmieniło... Warto by to udokumentować.

Studia. Przeszłam sesję letnią i zimową bez poprawek. Co jest o tyle zadziwiające, że po prostu nie wymagało to ode mnie jakiegoś nadludzkiego wysiłku. Co więcej udało mi się to zrobić z nie najgorszymi wynikami - może uda się zdobyć stypendium naukowe. Jak to mawiają, drugi rok jest najgorszy. I tu się zgodzę z ogółem. Minęły 3 tygodnie października, a ja nie wiem w co ręce włożyć. Francuski, angielski i jeszcze więcej francuskiego. Ale w końcu jestem tu żeby zrobić coś ze swoim życiem. Więc trzeba się spiąć i przebrnąć przez to.

Bartek. Ech, dwa i pół roku związku robi swoje. Ale jest dobrze. Mogę powiedzieć, bez zbędnej przesady, że momentami utrzymuje mnie przy życiu i w zdrowiu psychicznym. Może to zabrzmieć dziwnie, ale naprawdę czuję się jak w starym, dobrym małżeństwie. Ale może nie o to chodzi.

Rodzina. To chyba główny temat, który spędza mi sen z powiek. Ale nie będę się tu rozwodzić nad moim ciężkim losem, bo to kompletnie zbędne. Człowiek do wszystkiego potrafi się przyzwyczaić. A ja chyba już sobie uświadomiłam, że nie mogę żyć w pełni normalnie. Staram się tylko być twarda i nie zwariować. Ostatnimi czasy zaczęłam być też egoistyczna - w końcu nie mogę poświęcać całego życia innym, nawet jeśli jest to rodzina. Nienawidzę tylko tego, że musiałam tak szybko dorosnąć. Nie życzę tego nikomu.

Przeglądając ostatnie wpisy zauważyłam, że żaden nie upamiętnia jednej doniosłej rzeczy, o której warto napomknąć. 16 lutego br. zrobiłam sobie pierwszy tatuaż. Było świetnie. I mam nadzieję, że przede mną jeszcze wiele dziar. Yaay.

Jest normalnie. Ale akurat w moim przypadku jest to pojęcie bardzo względne. Bo niestety życie bywa bezwzględne.

"Uchodzi ze mnie zło."

 

 
Udało się. Mam juz wszystko za sobą i na całe szczęście nie było tak źle jak się spodziewałam. Pociesza mnie to. 2 tygodnie wolnego od pracy i zmartwień. Sprawiłam sobie nowy sprzęt, ale mam wrażenie, że nie cieszy mnie on tak, jak powinien. Nie wiem, co się dzieje. W ogóle ostatnimi czasy niewiele rzeczy mnie cieszy i nie mam pojęcia, dlaczego tak jest. Ciężko to wszystko rozgryźć.

Pogoda trochę się polepszyła, wiec chociaż na to nie mogę narzekać. Aczkolwiek mogłoby być cieplej

Dziwne jest to wszystko.
 

 
Sesja. Ach ta ironia - jeszcze rok temu śmiałam się z biednych studentów i ich 'ciężkiego ' życia, a teraz sama tkwię w środku tej burzy. Mimo wszystko jednak śmiać mi się chce, gdy przypominam sobie przedmaturalny stres. To było nic w porównaniu z sesją. Tyle materiału a tak mało czasu! Ale jak przystało na prawdziwą studentkę robię wszystko by uniknąć ślęczenia nad stertą bzdurnych notatek. Efektem jest właśnie ten wpis. Na szczęście kolejny egzamin dopiero pojutrze, więc mogę jeszcze trochę ponarzekać. Po co mi wiedzieć, co to jest proksemika?! Co ja tu robię...?

Mieszkanie Łodzi ma swoje dobre i złe strony. Im więcej mam na głowie, tym lepiej się tu czuję. Jednak przychodzą chwile kiedy mam ochotę usiąść i płakać. To miasto wywołuje u mnie kompletnie ambiwalentne uczucia. Miasto grzechu i rozpaczy.

Moim aktualnym celem jest zaliczenie egzaminów. Aczkolwiek mam świadomość że sesja poprawkowa jest nieunikniona. Ech, nikt nie mówił ze będzie łatwo. A tymczasem kawa. W końcu mam do przerobienia 40 stron notatek! ♥

Un session est ici.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
Wszystko układa się dobrze. Błyskawiczna przeprowadzka za mną i w sumie nie spodziewam się zbyt wielkiego progresu w tej kwestii. Myślę, że śmiało mogę stwierdzić, iż święta się udały. Sylwester nie był zbyt radosny, ale przynajmniej spędzony z bliskimi mi osobami. Studniówka coraz bliżej. Próby poloneza przybierają na częstotliwości. Nie wiem, jak to będzie. Nie licząc fryzjera i kosmetyczki nie mam kompletnie nic. Martwi mnie również moja prezentacja maturalna, za którą wypadałoby się zabrać. Nie wspominam już o nauce, która okrutnie mnie przeraża. 30 stycznia urodziny B.! Ech, to wszystko jednak jest stresujące. I w sumie to się boję. Brr. Styczeń, a ja jestem w przysłowiowej "czarnej dupie". Pomocy!

Nigdziebądź? xoxo.
 

 
hohoho.
 

 
Wygrałam ; ) Jednak było warto! Dałam radę i jestem z siebie cholernie dumna. Kibicowała mi jedynie J. i P., którym jestem ogromnie wdzięczna za wsparcie <3 Niestety chłopak nawalił. A żal pozostał. Cóż, nigdy nie może być za dobrze. Zwycięstwo jest słodkie. Kosz słodyczy zrekompensował mi bardzo dużo, ale niestety nie wszystko. No i karta prezentowa do empiku też jest przyjemną częścią tej wygranej. Będzie na prezentyy, łiiii!

Grudzień. A śniegu jak nie było, tak nie ma. Echu, echu. Święta tuż tuż i należałoby zacząć myśleć nad prezentami, aczkolwiek mam już kilka typów. Może te święta będą lepsze niż poprzednie? W końcu wiele się pozmieniało. Niestety na gorsze również. Okaże się, jeszcze pomad 3 tygodnie.

Próbne matury już za mną. Jestem całkiem zadowolona (nie licząc oczywiście matematyki). Przepraszam, ja tu tylko śpiewam. Byle do końca semestru. A potem studnióffka.

Farbowałam się, jak zwykle nieudanie. Ale nie byłabym sobą, gdybym miała coś normalnego na głowie. Blond pozostaje w strefie marzeń.

Z pracą daję sobie radę, bo w sumie nawet jakoś dużo jej nie mam. Posiedzę sobie co sobotę albo niedzielę przez kilka godzin i coś zawsze wpadnie.Not bad.

I ogólnie jakoś przyzwoicie się wiedzie. Jednak byłoby pięknie, gdyby było ciut lepiej. Chyba zbyt wiele wymagam.
 

 
Czas pędzi nie czekając na nic. Drugi tydzień listopada powoli dobiega końca. Pozostaje tylko odliczać dni do świąt. Zastanawiam się jednak czy jest na co czekać. Zresztą nieistotne.

W piątek konkurs ortograficzny, a ja zamierzam bronić tytułu powiatowego mistrza ortografii, więc niebagatelne zadanie przede mną. Wygram to, hope so. Poza tym w szkole dzieje się. Z racji krótszego semestru trzeba intensywniej powalczyć o zadowalające oceny. Nie licząc kilku wpadek idzie mi całkiem nieźle. Oby tak dalej.

U Bartka bywam niemalże codziennie, co niezaprzeczalnie wprawia mnie już w zakłopotanie. Jednak zostałam zapewniona przez jego rodziców, iż jestem tam mile widziana tak często, jak tylko się da. Także mogę z pewnym przeświadczeniem napisać, że zyskałam "drugi dom". Cieszę się, że jestem akceptowana. A z samym Bartkiem układa mi się naprawdę dobrze. Może się powtórzę, ale w życiu nie spodziewałabym się, że nasza znajomość zaowocuje czymś tak cudownym. Koocham Go :3

Nie chcę studniówki. Nie chcę. Nie chcę. Nie chcę. I szczerze - zastanawiam się, czy nie zrezygnować. Kilka powodów za, mnóstwo przeciw. Odwlekam to, jak tylko mogę, ale niedługo nadejdzie czas ćwiczenia poloneza, a do tego czasu wypadałoby zdecydować. Nie wiem sama. Pomyślę o tym później..

Eliminacje do konkursu poszły mi całkiem nieźle i jestem z siebie zadowolona. Do 30 listopada muszę przygotować piosenkę na finał, a kompletnie nie mam pojęcia, co mogłabym zaśpiewać. Miejmy nadzieję, że przez te 3 tygodnie się namyślę. Yep.

W sumie to chciałabym żeby zaczął padać śnieg. Nienawidzę tych przejściowych okresów. Poza tym pogoda przygnębia. Aczkolwiek i tak jestem zdania, że w zeszłym roku, o tej porze byłam w dużo bardziej depresyjnym nastroju. W ogóle wtedy było jakoś strasznie i nie bardzo wiedziałam, co ze sobą zrobić. I proszę. Teraz przyszłość maluje mi się w trochę jaśniejszych barwach, gdyż przynajmniej wiem, z kim chcę ją dzielić : ) To jednak pocieszające. I wszystkie problemy, które ze stuprocentową pewnością się pojawią nie są już tak przerażające. Cóż, nikt nie mówił, że będzie łatwo, lekko i przyjemnie.

"Z mężczyzną nie jest łatwo sobie poradzić, to prawda. Zwłaszcza jeżeli jest bardzo zakochany."
 

 
Szykuje mi się kolejny pogrzeb. Ech, co to życie jest warte? Nienawidzę pogrzebów.

Między mną, a B. jest naprawdę dobrze. Dogadujemy się i mimo nielicznych kłótni dobrze nam się układa. Świętowanie dwóch zdanych egzaminów na prawo jazdy zakończone sukcesem. Można by rzec, że wręcz nas poniosło. A przynajmniej mnie. I nienawidzę nie pamiętać połowy nocy, ech. Narozrabiałam, ale niestety "poniósł mnie melanż". Poza tym niewiele się dzieje. A przynajmniej nic z tego nie jest warte napomknięcia. W sumie to moje życie nieustannie toczy się wokół szkoły, pracy i Bartka. Na razie mi to nie przeszkadza.

Powinnam się pouczyć na jutrzejszy sprawdzian z matematyki, ale naprawdę nie mam zapału. Dzisiejszy dzień mnie zmęczył, mimo że nie byłam jakoś bardzo aktywna. Podziwiam niektórych ludzi i chciałabym być tak silna jak oni. Niestety jestem słaba i czekam, aż nie wytrzymam i wszystko runie. Zbyt wiele złego dzieje się wokół mnie i nie do końca sobie z tym radzę. Mam wrażenie, że odsuwam to wszystko jak najdalej, chowam jak najgłębiej. Chciałabym się od tego odciąć, ale w tej chwili nie mam do tego warunków. Zostaje mi tylko czekać i wierzyć, że coś zmieni się na lepsze. Albo dać sobie z tym wszystkim spokój... Aczkolwiek mam zbyt wiele do stracenia. Jednak odnajduję siłę w tym, że mam cudownego, kochającego mnie chłopaka. I dopóki mogę na niego liczyć dopóty nie poddam się.

Jesień.
 

 
Czas zwariował. Dosłownie przecieka mi przez palce. Odeszły pewne zmartwienia, przybyły nowe. Głowienie się nad długotrwałymi rozstaniami nie miało sensu i w sumie bardzo mnie to cieszy. Martwi mnie jednak to, że jest już prawie koniec października, a ja zrobiłam niewiele pożytecznego. Matura coraz bliżej, ale nie bardzo to do mnie dociera. To były dwa tygodnie pełne wrażeń (nie tylko pozytywnych). Byłam na pogrzebie, świętowałam zdanie egzaminu na prawo jazdy przez przyjaciółkę, a wczoraj cieszyłam się podwójnie, bo K. również zdała. No i byłam na imieninach mamy B. Usłyszałam tyle miłych rzeczy, że jestem w ciężkim szoku. Czuję się akceptowana. Skoro ludzie mają o mnie tak dobre zdanie to chyba nie mogę być złym człowiekiem? Ciężko stwierdzić. Zaczynam zauważać u siebie kilka cech, których posiadania się obawiałam. Chyba jednak jestem obciążona genetycznie niektórymi zachowaniami, które mnie samą odpychają. Ech, trzeba będzie jakoś z tym walczyć. W szkole cały czas coś się dzieje. Tak samo i w życiu. Mimo wszystko cieszę się. Nie tęsknię za stagnacją, w której tkwiłam jeszcze rok temu. Wszystko się zmienia, ewoluuje, a mnie to w żaden sposób nie przeszkadza. Cieszę się tym, że cały czas mam jakieś zajęcie i możliwość miłego spożytkowania czasu. Nie ukrywam, że ogromną rolę odgrywa mój związek. Nie jestem już pełna pesymizmu, a świat nie jest wyłącznie czarno-biały ; )

I tą (jakże pozytywną) konkluzją zakończę moją notkę.
 

 
Jak ten weekend szybko minął! Ewidentnie zbyt szybko. Dużo atrakcji, nie zawsze pokrzepiających, ale jednak. Dużo miłości i czułości. Rozmowy i wieeele śmiechu : ) Oby więcej takich dni. Tymczasem czeka nas kilkudniowa rozłąka. Całkiem możliwe, że niedługo w ogóle nie będziemy się rozdzielać. Hmm... Czas pokaże : )

Zaczął się nowy sezon Pamiętników Wampirów i The Originals! Jest co robić ; >
 

 
Już za Nim tęsknię, ech. No i się martwię. Jak ten mój Mosiek da sobie tam radę?

Boże! Co za biciwo! ♥
 

 
Piątkowy koncert mogę określić tylko jednym słowem: "Zajebiacho!". Bawiłam się prześwietnie i gdybym tylko mogła, przeżyłabym to jeszcze raz. Esencja tego, co kocham w hip-hopie. Kontakt Fokusa i Rahima z publicznością-rewelacja. Powtórzę się, ale dawno tak dobrze się nie bawiłam. I w ogóle ochy i achy. Zero "gwiazdorzenia", po prostu dobry rap.
"Osą".

Ostatnie kilka dni było naprawdę przemiłe. Siedziałam z Bartkiem, jego rodzicami i nie tylko. Wczorajszy dzień był kulminacją tych kilku cudownych dni. I te nocne rozmowy. Uwielbiam ♥ Usłyszałam wiele miłych rzeczy, które wprawiły mnie wręcz w zdumienie. Kto by pomyślał, że to wszystko się tak rozwinie : ) W każdym razie wizja jego rychłego wyjazdu nie jest już dla mnie tak przerażająca jak była chociażby miesiąc temu. Poza tym wraca w czwartek wieczorem, więc może ta rozłąka nie będzie wyniszczająca, a wręcz przeciwnie-może tęsknota dobrze nam zrobi ; ) Chyba zamieniliśmy się rolami, bo to On teraz się obawia studiów, a ja podchodzę do tego z dużo większym dystansem. W końcu co nas nie zabije, to nas wzmocni : )

Jest mi naprawdę dobrze i niech to się nie zmienia : ) Mimo wszystko dużo łatwiej jest patrzeć w przyszłość mając przy swoim boku kogoś, na kim można zawsze polegać. I tym jakże optymistycznym podsumowaniem zakończę mój monolog : D (coś ze mną nie tak, nie podejrzewałabym siebie o takie podejście.)

"Koniec końcem, zawsze po burzy wychodzi słońce,
otrzymałaby swego obrońcę.
Jesteś moim przeznaczeniem. Wierzę, że ja Twoim,
tamtego nie zmienię."
 

 
To już jutro! Jednak szybko zleciało. Koncert wyczekiwany od sierpnia. Będzie się działo, oj będzie się działo. Judith!

Baartoo, Bartoszka, Bartuuś, Bartoszek ♥
Wredny jak nigdy, kochany jak zawsze ; D
Co poradzić, mam słabość do tego Mośka. Koocham Go ;*

Martwienie się odkładam na później. Piątek i sobota wolne. Trzeba je należycie wykorzystać. Myślenie o problemach na niewiele się zda. Mimo wszystko liczę na happy end.

Mäuschen. Bärchen.
 

 
Nieuchronnie zbliża się październik. Ta świadomość powoli, acz nieubłaganie zadamawia się w moim umyśle. I pocieszenie "może jednak nie będzie tak źle" przestaje powoli skutkować. Przykro mi noo, ale co poradzić. Nie licząc tej wiszącej nade mną myśli jest w porządku, bardzo. Jak to wszystko się pozmieniało. Oczywiście na lepsze. Kto by pomyślał... ♥

Trochę się kuruję, gdyż (albowiem) przeziębienie nawet mnie dosięgło. A mimo wszystko na piątek wypadałoby wyzdrowieć. Nie przepuszczę. Poza tym trzeba niedługo oddać deklaracje maturalne, więc i z tym należałoby się uporać. Wstępny zarys: rozszerzony polski, rozszerzony angielski i rozszerzony wos. Co prawda jeszcze nic nie jest przesądzone. Zobaczymy co odbije mi w lutym.

Studniówka. Ja nie chcęęę... Naprawdę. Słabo mi się robi na myśl o tym. A może jednak nie pójść...?

Październik nie wydaje się jednak taki zły, gdy uświadamiam sobie, że zacznie się nowa seria Vampire Diaries i The Originals. Będzie co robić uhuhu!

Pompuj pompuj!
Poka ♥
3 dni!
 

 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 
Coś ewidentnie ruszyło. Wróciliśmy do siebie ; ) Także piątkowy dzień zakończył się bardzo miło. Aczkolwiek myślę, że jedyną zmianą jest nazwanie tego "związkiem". Koniec końców i tak od kilku miesięcy są między nami relacje mocno nie-koleżeńskie. Chociaż dla znajomych dalej jestem "koleżanką", ale co tam, miejmy nadzieję, że wszystko idzie w dobrą stronę : ) Nie ma co marudzić. Nie ma porównania do "związku", w którym byliśmy pół roku temu. Także bardzo pozytywnie : )

Ostatnio nie bardzo mogę wykrzesać z nawet odrobiny entuzjazmu. I mimo tego, że chcę się cieszyć tymi rzeczami, które mi się układają, to nie umiem. Przytłaczają mnie rzeczy, które idą kompletnie nie tak, jakbym chciała. I dosłownie mnie zatruwają. Kurde no, nie chcę żeby tak było! Jednakowoż jak nie patrzeć, mam się czym martwić. Ech.

Kocham Go ♥
12 dni!
Ucieknijmy gdzieś...
  • awatar Gość: Gośśśśś! Nic nie mówiłaś! Arrrrrr! ♥♥♥
  • awatar WANTS TO BE SLIM.: Szczęścia kochana ; * Zapraszam .
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Mam dość. Naprawdę.
 

 
Dobre rozpoczęcie drugiego tygodnia szkoły. Miłe popołudnie z Bartoszem i wspólnie spędzony wieczór. Uwielbiam takie dni! Zaczynam się do tego przyzwyczajać i obawiam się, że to niezbyt dobre wyjście. W końcu w najbliższym czasie wszystko się zmieni i będziemy musieli znosić kilkudniową rozłąkę. Ciężko będzie się przestawić, w końcu aktualnie widujemy się codziennie. Ech, dla mnie mogłoby tak zostać już na zawsze ; ) Kocham Go i jest mi z Nim niesamowicie ♥

W szkole zaczyna się ruch. Do 30 września muszę wybrać temat prezentacji maturalnej, a na samą myśl o tym robi mi się niedobrze. Brr... Muszę przejrzeć tą listę, ech. Poza tym piąteczka z "Chłopów". Cóż, skoro przede mną tysiące uczniów zdało maturę to i ja jakoś sobie z nią poradzę. A przynajmniej mam taką nadzieję : D

Minął rok, odkąd założyłam bloga. Jak ten czas leci! Od zeszłego lata moje życie bardzo się zmieniło. Przede wszystkim w aspekcie emocjonalnym. No i zmieniłam się wewnętrznie, nawet ja to zauważyłam. Jestem dużo bardziej otwarta na świat i ludzi, a poza tym dużo pozytywniej nastawiona do życia. Co nie zmienia faktu, że są chwile, gdy mam ochotę rzucić wszystko i dać sobie z tym spokój. Co poradzić - jestem tylko człowiekiem : )

Pozostańmy w temacie.
 

 
Tak powinno się spędzać wolne soboty. To był baaardzo dobry dzień! Nie ma to jak towarzystwo bliskiej osoby. Bartoszek! ♥ Jest mi naprawdę wspaniale, jak nigdy. Czytając wpisy sprzed kilku miesięcy stwierdzam, że kompletnie nie ma porównania. Nie podejrzewałabym, że może nam być ze sobą tak dobrze! Jest po prostu przecudnie. Aż brak mi słów. Cała reszta przestaje mieć znaczenie. Kocham być kochana : )
  • awatar Gość: A ja nie wierzyłam, ale już wierzę ;D
  • awatar Gość: wiedziałam, wiedziałam,wierzyłam w chłopa! :D o jaaaa :D :D :D :D :D :D :D ciesze sie :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
A co się będę rozpisywać... Jest dobrze!

"Te kilka słów może być droższe niż pieniądze
Słodsze niż cukier i coś, na co dzisiaj mam ochotę
Może być lepsze niż jutro i pojutrze
Chce je tylko usłyszeć, a potem mogę umrzeć."
 

 
Pierwszy dzień ostatniego roku szkolnego w liceum. Jestem naprawdę przerażona. Przez kilka godzin wszyscy nauczyciele uświadamiali mi, że za kilka miesięcy będę pisała maturę. Ciągłe gadanie o prezentacji, rozszerzeniach, studiach i fakultetach kompletnie mnie zdołowało. Jestem w czarnej dupie. Nie wiem, co będę robiła po liceum, co będę zdawała na maturze, o czym napiszę prezentację i skąd wezmę kasę na ewentualne studia. Ech, wszystkiego mi się odechciewa. Poza tym całkiem w porządku. Co prawda wszechobecna gimbuziarnia wszystkich denerwuje, ale cóż, my kiedyś też byłyśmy młode... ; D Czuję się naprawdę staro, grr. Matura... Czymże jest owa matura przy ogromie wszechświata... : D

Z B. jak najbardziej w porządku. Wczoraj mieliśmy małe spięcie, które w sumie ciągnęło się przez dzisiejsze popołudnie, ale wieczorem się godziliśmy ; > I na razie wszystko idzie w dobrą stronę, czego prawdę powiedziawszy się nie spodziewałam. Jest dobrze!

Niee, nie będę wspominała o minionej sobocie. Szkoda moich nerwów. Nigdy więcej wolnego. Pierdolejszyn. 24 dni! ♥

"Samotność jest jak deszcz.
Z błękitu mórz unosi się ku zmierzchom;
sponad bezkresu równin porą przeszłą
ku niebu zdąża, co nią zawsze włada.
Dopiero z niebios na miasto opada."

Mózg rozjebany.
 

 
Wakacje nieuchronnie zbliżają się do końca. Może to jeszcze nie czas na podsumowanie, ale drobne refleksje nie zaszkodzą. Te dwa miesiące minęły mi niesamowicie szybko. Praca, B., znajomi, dom... I tak w kółko. Myślę, że nie mogę uznać tego czasu za stracony. Było kilka "krzywych" akcji, ale summa summarum działo się wiele pozytywnych rzeczy.

Przez te dwa miesiące zbliżyliśmy się z B. jak nigdy wcześniej. Lepiej się poznaliśmy, dostosowaliśmy do siebie, pogodziliśmy się ze świadomością, że jesteśmy bardzo różnymi ludźmi i zaczęliśmy podchodzić do wszystkiego z dystansem (choć nie zawsze). Poznałam rodziców B. i mam wrażenie, że jesteśmy "na dobrej drodze" : ) Bardzo Go kocham ♥

Pracuję już 4 miesiące (!) i mam zamiar jeszcze trochę popracować. Hajs musi się zgadzać. Poza tym za dwa dni szkoła, a ja w dalszym ciągu nie mogę sobie tego uświadomić. Ech, pozostaje mi cieszyć się jutrzejszą wolną sobotą i miło ją spożytkować : )

No i oczywiście czekamy do 27 września, czekamy ♥
 

 
O matko! Jak ten czas leci... Od 3 tygodni nie dodałam żadnej notki ;o Może dlatego, że teraz nie bardzo mam na co narzekać? I prawdę powiedziawszy wcale mi to nie przeszkadza. Układa się naprawdę dobrze. Opaliłam się, przenieśliśmy lokal, więc z pracą też lepiej, odebrałam dowód, na pogodę też nie można narzekać, choć teraz będzie duuużo chłodniej. No i B. Jest mi z Nim cudownie! A dziś po raz kolejny wróciłam do domu przed 4 nad ranem. Uwielbiam spędzać z Nim czas. Siedzimy, rozmawiamy, żartujemy, przytulamy się. Czasem zdarzają się spięcia, ale mam wrażenie, że to nic niezwykłego. Dziś w nocy poznał mojego ojca haha ;D Jeszcze nigdy nie siedzieliśmy w samochodzie praktycznie bez słowa przez godzinę. Było niezręcznie, jak cholera, a mnie w pewnym momencie zrobiło się po prostu niedobrze hah ;D Początkowo tata mówił per "kolega", ale gdy dzwonił, żeby zapytać, czy bezpiecznie dojechaliśmy powiedział "podziękuj chłopakowi". Jakiemu chłopakowi ja się pytam?! ;D Nie jesteśmy ze sobą. Nie powiem, troszkę mi to wadzi, ale nie będę Go poganiać. Niech będzie czuły i opiekuńczy, taki, jaki jest teraz. Zmienił się, widzę to. I widzę również, że bardzo się stara. Często mnie przeprasza, za to, że zdarza mu się mnie zaniedbać i za wszystkie Jego niedoskonałości. "Bo gdzie ja znalazłbym drugą taką, która wytrzymywałaby ze mną i z moimi wadami?". Nawet Jego studia nie są już dla mnie takie straszne odkąd obiecał, że wszystko będzie dobrze. Ufam mu i pokładam w Nim wielką nadzieję. W Nas... Kocham Go ♥

We wrześnie jedziemy na Pokahontaz do Skierniewic! Aaaaa! Bilety kupione, teraz tylko czekać aż dotrą pocztą. Jest dobrze, jest naprawdę dobrze ; )
 

 
Ej! Ostatnio troszkę zaniedbuję bloga... Cóż, kiedy tylko mogę to staram się wychodzić, a jak wracam to naprawdę nie mam już weny żeby napisać cokolwiek sensownego. Hmm, spróbujmy.

Widuję się z B. tak często, jak pozwalają na to okoliczności. Czyli dość często. Byłam u Niego przed południem i spędziliśmy razem trochę czasu. Zaskoczył mnie pytając, czy na obecną chwilę byłabym skłonna wyjść za Niego za mąż. Nic formalnego, tylko ciekawość. Aczkolwiek mojemu zdumieniu nie było końca. Odpowiedziałam zgodnie z prawdą - nie. Niezrażony zapytał o powody, a ja krótko mu je streściłam. Chyba zrozumiał. A co! Niech się chłopak stara. Zaskoczeniu nie było końca. Gdy zapytałam, czy chciałby się ze mną ożenić stwierdził, że tak, choć dodał, że nie ma się z czym spieszyć. Racja, mnie nie jest spieszno do zamążpójścia. Stwierdził nawet, że jestem dobrym materiałem na żonę, więc chyba nie mogę być aż tak zła... ; D Widzę, że myśli przyszłościowo, cieszy mnie to. Tylko czekać, aż przedstawi mnie rodzicom ;o Dziś tyle razy usłyszałam "kocham Cię", że czuję się naprawdę "ukochana". Zauważyłam, że mówi to, bo czuje potrzebę, bym o tym wiedziała. I nie są to puste słowa. W połączeniu z tym Jego przesłodkim spojrzeniem i szelmowskim uśmiechem kompletnie mnie rozbraja. Kurde, kocham Go, noo ♥ Mega pozytywnie!

Zapowiada się kolejna osiemnastka. Mam zamiar wybawić się przed rozpoczęciem szkoły, o tak. Poza tym praca i całkiem sporo lenistwa. Zdarzyło się również kilka nieprzyjemnych sytuacji, a poza tym zachowanie niektórych ludzi po prostu mnie rozpie*dala. Aaaa tam, szkoda gadać. Nie mam zamiaru ściągać na siebie jeszcze więcej zmartwień, sorry.

"Łapię ten czas
To nie może się skończyć, to musi wiecznie trwać
Chociaż nic nie mówisz, ja wszystko słyszę
Inni mówią, tylko po to by zabić ciszę"
 

 
Pierwszy raz od bardzo długiego czasu czuję, że jest naprawdę dobrze między mną, a B. Wiadomo, zdarzają się niesnaski, ale wszystko dość szybko przycicha i obydwoje staramy się załagodzić spory. Widujemy się często, niekiedy nawet codziennie. Czasem wraca temat rozstania. Mnie automatycznie stają łzy w oczach, ale On łagodzi ból pocałunkami i szepcze przeprosiny. Wtedy wszystko wraca do normy. Zapewnia, że to się więcej nie zdarzy. Nie mam powodów, by mu nie ufać. Wręcz przeciwnie, każdym swoim gestem i słowem pokazuje, że naprawdę mu na mnie zależy. Częściowo odzyskał moje zaufanie, ale wciąż zdarzają się momenty, w których się niepokoję. Powiedziałby pewnie, że bez powodu. Zauważyłam, że i ja zaczynam się w to znów angażować. Ponownie wszystko zostaje na stopie "nieoficjalnej", ale co najdziwniejsze nie przeszkadza mi to tak bardzo, jak wcześniej. Nie czuję się ukrywana, przeciwnie - gdy spędzamy razem czas i ktoś zadzwoni On mówi, że siedzi teraz ze mną. Wyznał mi, że nie wie, co jest nie tak, ale gdy to wszystko staje się "oficjalne" i zyskuje miano "związku" On przestaje się starać, wszystko traci swój urok, a On sam czuje się uwiązany. Nie mam pojęcia z czym to się wiąże i może to zwykła wymówka, ale już dawno zauważyłam tą prawidłowość. Jest to dziwne. Nie wiem, czy tak będzie już zawsze i jak długo, mnie to nie będzie przeszkadzało. Mimo wszystko wyznał mi miłość, co dla mnie jest dużo ważniejsze niż ogłaszanie światu, że jesteśmy razem. W sumie ta miłość ma być dla nas. "Nie chcę związku na pokaz. Chcę związku dla nas". Na razie to nie zaprząta mojej głowy. Tęsknie za Nim choć widzieliśmy się w przedwczoraj. Wczoraj chciał mi zrobić niespodziankę i czekał na mnie pod blokiem, ale niestety zapomniał, że jestem w pracy. Same chęci były mega słodkie <3 Dostał się na studia do Łodzi. Boję się tego, bardzo. Ech. Zobaczymy co czas przyniesie. Wakacje mijają dość leniwie, nie licząc oczywiście weekendów. Aczkolwiek i tak mam o wiele mniej pracy niż mogłabym wcześniej podejrzewać. Pogoda ostatnio się popsuła, ale miejmy nadzieję, że na krótki czas. Tak, to by było na tyle ; )
 

 
Stało się i myślę, że warto to zanotować. Padły magiczne słowa, a najdziwniejsze jest, że to nie ja je wypowiedziałam. Jest naprawdę dobrze!

Kocham Cię.
  • awatar nołnormal ;3: mmm ;3 / wpadnij i zostaw ślad ♥
  • awatar Gość: to takie słodkie słowa
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Wakacje, co za różnica? Jutro po butki, aww <3
 

 
Lipiec, zajebiście... Umieram.

P.S. To najwyraźniej jeszcze nie koniec.
 

 
Myślałam, że to będzie łatwiejsze, ale znów chyba się przeliczyłam. Sądziłam, że niespecjalnie mnie to obejdzie, a jednak. Jestem niespokojna i mam cichą nadzieję, że to nie koniec. W głębi duszy nie chcę żeby to był koniec.
 

 
Coś okropnego. Tego dnia nigdy w życiu nie zapomnę. Dalej jestem roztrzęsiona. Podejmując tą pracę w życiu nie pomyślałabym, że będę zmywać krew z podłogi, stołów, talerzy i sof. To było coś naprawdę okropnego, a ja byłam po prostu przerażona. Na dodatek B. okazał się ch*jem bez serca, empatii i jakichkolwiek emocji. Do tego dupkiem zgrywającym cwaniaka przed kumplami. Nie mam ochoty rozmawiać ani z nim, ani o nim. K*rwa, za dużo jak na jedną noc, o wiele za dużo. Czuję, że nie dane mi będzie usnąć. O ja pierdolę, naprawdę jestem przerażona. Booże, co się dzieje z tym światem?!
 

 
Płyty dotarły! Miałam je w ręku już przed południem i od tamtej pory męczyłam je nieustannie. Dowód Rzeczowy nr 3 - epic. To, co w Pihu najlepsze ; ) Są numery o miłości, trochę przemyśleń, refleksji i takie, które dosłownie rozp*erdalają głośniki. Jestem w pełni zadowolona i usatysfakcjonowana. A do tego wszystkiego osiągnęłam zamierzony cel. Zarobiłam i kupiłam płytę, której tak bardzo chciałam. Cudowne uczucie, naprawdę ; ) Podsumowując, przezajebiście ♥

Jutro zakończenie roku ;o W sumie to jeszcze do mnie nie dotarło, że właśnie kończy się drugi rok mojej nauki w liceum. Momentami było cholernie ciężko, a frustracja wyciskała litry łez, ale w większości były to naprawdę cudowne chwile z fajnymi ludźmi ; ) Wagary, odwalanie na lekcjach, opierdalanie się, wspólne pogawędki i plany. Oczywiście nie zabrakło ludzi, na widok których zbiera się na wymioty. To nie był zły rok, ale nie należał również do wybitnych. Miejmy nadzieję, że następny będzie lepszy! : )

Jutro prawdopodobnie będę musiała iść wcześniej do pracy. A co tam, więcej się zarobi. W sumie w domu i tak nie mam nic do roboty. Oj tam, dziś wszystko jest dużo bardziej pozytywne niż zawsze ; )

"Zaopiekuj się mną, nawet kiedy powodów brak." ♥

I oczywiście nie może zabraknąć zdjęcia ;>